nataku-chan blog

Twój nowy blog

2 komentarzy

Jestem szczęśliwy.
Cieszę się moim życiem.
Cieszę się z tego co robie.
Cieszę się, że jestem z Kasią.
Cieszę się, że ona taka jest, jaka jest.

Nienawidze powtórzeń, więc będę już kończył.
To z góry miała być krótka notka.
Ale zbiera mi się na jakąś dłuższą.

I tak tego prawie nikt nie czyta.

Pozdrawiam Alichino.

Osoba u której piszę tę notkę czuje się zaszczycona, że piszę ją u niej, na jej komputerze.
Ale w sumie niepotrzebnie, bo ta notka to tylko notka, która będzie pod notką właściwą, bo mam ustawione wyświetlanie 2 notek i chce by tak zostało, a nie chcę zarazem by którakolwiek z poprzednich notek ciągle była widoczna na moim blogu.

Yeah. Something like that.

Shrimps.

To, że piszę tę notkę oznacza tylko jedno – kolejna badzo niebawem.

Question is – Why?
Question is – Who Cares?!

Siedze tu juz miesiac.
Glownie pracuje, reszte czasu marnuje na odpoczynek, albo na zwiedzanie.
Albo na oba.
Mimo iz mieszkam tu z 4 polakow to i tak mi samotno.
Brakuje Marty.
Sporo gadgetow sobie tu kupilem.
I sporo prezentow dla znajomych.
Pare niezlych zdjec tu zostalo zrobionych, albo to przeze mnie albo to przez Bartka, Alex i Lucasa. Nie ma to jak mieszkac z 3 fotografow.
Juz niedlugo wracam do Polski. I dobrze, bo brakuje mi jej.
A jeszcze bardziej Jej.
Mam nadzieje, ze sie jej spodoba to co dla niej kupilem :)
I ze uzna ta notke za wystarczajaco wesola ;)

Jedna z fajniejszych rzeczy tutaj jest Festival.
Baardzo duzo roznych i dziwacznych rzeczy sie tu odbywa. Widzialem kilka z nich. Jak bede juz w polsce to postaram sie opisac je dokladniej.
Poki co tylko je nazwe:

Reginald D. Hunter (komik)
Craig Hill (komik)
One Man Star Wars Trilogy
ASKA (japonskie bebny)
Andy Warhol (muzeum)
World Press Photo (muzeum)
Break Out (koreanskie musical-comedy)

A jeszcze zamierzam obejrzec Binari (koreanskie bebny)

Do nastepnego.

Tak. Tu już nikt nie zagląda. Tu już nikogo nie ma.
Ale ten blog nie umarł.
Ten blog jest jak Caith Sith albo Yuffie w FFVII. Są ciągle w drużynie, co jakiś czas mają lvlup, ale i tak nikt ich nie używa, nie bierze ich serio pod uwagę.
Ten blog od dłuższego czasu ma 1 HP i ledwo dyszy. Zaglądam tu czasem ja, by się tylko przekonać, że nikt nie dodał wpisu, co mnie nie dziwi.
Ostatni wpis miał coś wspólnego z tym,że kończyłem 18 lat. Niedługo stuknie mi 20. Prestanę być nastolatkiem.
Bez sensu.
Tyle w życiu złego zrobiłem. Ciągle mam to sobie za złe. Chyba nigdy nie przestanę mieć sobie tego za złe.
Ale teraz nie o tym.
Niewiele osób z moich starych znajomych ma teraz jeszcze bloga.
Gasho swój stary, o nazwie z Oh! My Goddess, Keiichi, dawno już porzucił.
Teraz ma blog na który trzeba się logować by móc skomentować. W międzyczasie miał jeszcze fotolog i może inne takie badziewia.
Fakt taki, że ciągle jakoś trwa w blogowaniu.
Jedyna druga osoba którą wiążę z blogowaniem, też ciągle prowadzi bloga. Aczkolwiek dużo się zmienił. Teraz tylko jest przeglądem tego co ostatnio czytała/oglądała. Ale i tak tam czasem zaglądam.
Mimo, że dla niej jestem już martwy.Mimo, że dla niej nie istnieję. Mimo, że nie rozmawiamy. Mimo, że jestem zablokowany na jej GG. Mimo, że pewnie nigdy już nie pogadamy normalnie.
Mimo, że tak wiele jej w życiu zepsułem. Że tak wiele zła zrobiłem.
Mimo to tam zaglądam.
Nie wiem czy o mnie pamięta.
Nie wiem czy o mnie zapomniała.
Nie wiem czy ją to obchodzi.
Nie wiem czy to przeczyta. Z tym ostatnim jestem prawie pewien, że nie.

Nie łatwo jest podjąć opowiadanie przerwane przez laty. Ale ja zamierzam je podjąć.
Moje życie trwa nadal.
Ten blog… Założony w sumie po to, że Ona wtedy miała Bloga… Trwa nadal.
Mimo, że my już nie trwamy.

Nie chcę o tym pisać. Albo w sumię chcę. Ale nie dziś.

Dziś jest u mnie Gasho, Goły, Vachoo, Dżordż i Natasza. Czwórka męska bywa tu dosyć często. Gasho rzadziej, ale i tak w miare często. Natasza jest pierwszy raz. Pijemy wódkę, palimy sheeshę. Jak zwyklę kiedy u mnie spotykają się ludzie.
Czasami zamienia się wódkę na wino, czy na piwo, ale generalnie zawsze jest tak samo.
Muzyka, czy filmy, jakiś alkohol i Szisza. Od kiedy ją kupiłem stałą się centrum wszelakich imprez u mnie.
Nie przeszkadza mi to, bo taka jest jej funkcja. Miły zapach, gęsty dym… Miła atmosfera.

Dzisiaj postanowiłem prowadzić również papierowy odpowiednik tego bloga.
Chciałem dziś kupić zeszyt, pomalować go na czarno markerem i zapisać pierwszą stronę. Niestety jeszcze tego nie zrobiłem. Ale zrobię. Testamentem tego jest to, że w końcu piszę tu notkę.

Nigdy nie spojrzę w archiwum tego bloga.
Dlatego, że nie poznałbym się.
Dlatego, że pewnie moje wcześniejsze „ja” by nienawidziło mojego teraźniejszego „ja”.

A ja mam już dosyć problemów z rozdwojoną jaźnią. Mam już dosyć kłótni ze sobą.

Za bardzo się zmieniłem. Na gorsze.

Starczy jak na odżycie po latach.
Zaraz spróbuję zmienić szablon.
Ten już za długo tu jest.
Nie pasuje do mnie.
Nadal jestem Nataku.
Ale ten jest zbyt… wesoły.
Ja jestem smutnym, zepsutym człowiekiem.
Nie zasługuje na wesoły layout.

Szansa, że ktoś to przeczyta jest minimalna, więc to co teraz napiszę będzie mniej lub bardziej bez sensu.

Ale dzień dobry, dobry wieczór, miłego dnia i dobranoc.

Kimkolwiek jesteś kto to czyta.

Czy mnie znasz, czy mnie nie znasz. Baw się dobrze i korzystaj z życia.

Slainte!

Dla tych wszystkich co sądzili, że tu już nigdy nic się nie zmieni. Dla tych, co mimo wszystko tu przychodzili i patrzyli i pisali i czekali.
I dla siebie.
Piszę.

Świat leci szybko do przodu. Blogi już nie mają takiego znaczenia jak kiedyś. Trochę nauczyłem się rozmawiać z innymi o moich problemach, trochę bardziej ignorować błache problemy, a w końcu…. trochę zamykać się w sobie.

Ostatnia Notka była sprzed roku i pół miesiąca. Co się mogło wydarzyć przez ostatnie 380 dni?
Dużo.
Dobre rzeczy, złe rzeczy, rzeczy o których nigdy nie zapomnę, jak również rzeczy których nigdy nie będę pamiętał.
Od tamtego września byłem w Austrii w Zimę – wspanili ludzie, piękny śnieg… tęsknię za tym, w tym roku też wybiorę się napewno gdzieś na deskę. To zbyt piękne żeby z tego zrezygnować.
Rok szkolny jest naprawdę nie warty wspominania. Działo się trochę rzeczy, ale cóż one znaczą? Ludzie zmieniali związki, kłucili się, tworzyli nowe miłości, przeżywali załamania, takie duperele. Mimo przeciwności – wszyscy żyją. Przynajmniej z moich znajomych.
Dopiero w Maju stało się coś odmiennego. Ania mnie odwiedziła. Tak, ta Ania. Była u mnie w mieście, w Mławie. Mimo, że to wszystko było zaplanowane, to i tak był to szok. Z jednej strony, że to spotkanie po tak długim czasie, a z drugiej dlatego, że w końcu pojawiła się w moim mieście. To ma wielkie znaczenie psychologiczne. Jednak była na bardzo krótko, a potem wróciła Tęsknota.
Następnym wydarzeniem byłJedzbark. Normalny domek letniskowy, wynajęty przez koleżankę, Ewelinę. Dużo kumpli, dużo zabawy. Ale to wszystko to tylko drobnostki. Najważniejszą rzeczą z Jędzbarka była Ania. Udało się pojechać razem. Wracając stamtąd jeszcze na dzień wstąpiła do Mławy. Dzięki Kozłosiowi to było możliwe. Jej drugi pobyt w Mławie był lepszy niż pierwszy. Teraz znowu tęsknię, ale nie jest już tak źle.
Potem byłem w Grecji. W sumie fajnie, ciekawi ludzie… ale jak zawsze większość się posypała po miesiącu i już nie gadamy ze sobą. Mam dosyć jeżdzenia wszedzie sam. Chcę jezdzić z kimś. By pod koniec nie czuć się samotnym.
Mam tą dziwną przypadłość, że nawet w tłumie potrafię czuć się samotny i opuszczony. Beznadziejne, nie?
W tym roku czeka mnie matura, jak wielu z czytających ten blog.
Matma, Gegra, Niemiecki, Angol i Polak.
Bedzie ciężko, ale wierzę w siebie.

Tak więc podsumowując.
Zbiegają się 3 ważne daty.
1) 03 X – moje osiemnaste urodziny
2) 05 X – dwa i pół roku będę razem z Anią
3) 24 IX – dwa i pół roku istnienia tego bloga (z prawie roczną przerwą)

Mojego życia streszczać nie będę (nikt nie lubi powieści autobiograficznych).
Związek z Anią to jest tematem większości notek tutaj.
Więc może coś o tym blogu.
Kiedys wiecej pisalem. Kiedys pisalem fajniej.
Z jednej strony mi tego brakuje, brakuje mi tamtych myśli, tamtego nastawienia… Tamtej prostoty.
A z drugiej – czuję, że się zmieniam, że trochę wydoroślałem. I to jest dobre.

No… Troche było tego. Może następna notka przybędzie szybciej niż za rok ;]
Trzymajcie się wszyscy i dzięki,że tak długo byliście ze mną.
Kocham was wszystkich.
Ciebie bardziej – A

27 komentarzy

Daremnie wyciągam ku niej moje ramiona, gdy budzę się z ciężkich snów. Na próżno szukam jej nocą w moim łóżku, gdy mnie łudził szczęśliwy, niewinny sen, że siedzę koło niej na łące i trzymam jej rękę i okrywam ją tysiącem pocałunków. Ach, wówczas, kiedy jeszcze w półobudzeniu sennym sięgam ku niej i budzę się, strumień łeż bucha z mego uciśnionego serca i płaczę niepocieszony w obliczu ciemnej przyszłości.

Sorry.

4 komentarzy

Przepraszam, że wszyscy się o mnie martwiliście. Nic mi nie jest.
Nie wiedziałem, że tak wyjdzie. Naprawde rodzice straszyli mnie tymi rzeczami.
Bałem się, że to zrobią.
Wierzyłem, że to zrobią!
Byłem pewien, że jak się na mnie na początku wydarli i nagadali różnych rzeczy, powiedzieli, że będę miał przerąbane…
To zostaną przy tym.
Natomiast wrócili i nie powiedzieli nic. Nic nie krzyczeli, byli mili.
Nie wiem czemu.
A to jest niepokojące. Jak się człowiekowi dzieje źle bez powodu to łatwiej jest to przyjąć.
Ale jak bez powodu dzieję się dobrze?
Tu coś nie pasuje. Ludzie nie robią innym dobrze bez powodu.

Ale na razie nie będę się tym martwił.
Jest dobrze. To jest najważniejsze.
W weekend napisze coś o Wakacjach.
Promise.

Take care

Farewell.

7 komentarzy

Przepraszam,ze nie opisałem dotąd ani Słowacji ani Hiszpanii.
I teraz…. też tego nie zrobie.
Przez dłuższy czas jeszcze nie.
Ale terez nie bierze się to z mojej decyzji.
Zrobiłem coś złego. Może nie najgorszą rzecz pod Słońcem, ale było to złe.
Albo może nie tyle to co zrobiłem, a sposób i czas w którym to zrobiłem.
Gdyby okoliczności i czas były inne…
Wtedy nie byłoby tak źle jak jest teraz.

Nie chce mi się o tym pisać. Ci co powinni wiedzieć albo już wiedzą, albo się niedługo dowiedzą.
Reszta musi sie obejść tym, że zrobiłem coś nie tak i teraz ponoszę tego konsekwencje.

Jedną z tych konsekwencji będzie to, że nie będę miał komputera. Więc szybko nie zamieszczę tutaj ani notki opisującej moje wakacje, ani nie pokaże zdięć z tychże.

Kiedyś wrócę.
Nie wiem kiedy. Mam nadzieję, że szybko.

Trzymajcie się wszystcy

Em… tak…
Ze Słowacji dawno już wróciłem.
Wiem,ze powinienem był coś o tym napisać, ale… Jakoś nie udało mi się za to zabrać.
Ale kiedyś napisze ;)
Jutro wyjeżdzam do Hiszpanii i wracam 23 sierpnia

Więc znowu mnie nie będzie. O Hiszpanii też kiedyś napisze ;)

Trzymajcie sie

(kogo ja oszukuje, tego i tak nikt nie czyta –”)

Witam. Tak tak, znowu się kurz nazbierał. Wywalić operatora trzeba chyba. Obija się. Tylko, że nikt inny nie zająłby jego miejsca, więc musi zostać. Tiaaa….
Nie było mnie tu od miesiąca.
Ponad.
Troche się w tym czasie działo.
Czas leciał szybko. Szkoła się już kończy. Średnia dobra, zachowanie – poprawne :)
Ja się ciesze. Na zachowaniu mi nie zalezy.

Z ciekawszych wydarzen minionego miesiąca?
Warto wspomnieć dwa:
+ Koty
+ Klasowa wycieczka do Wawy

Zaczniemy od początku. „Koty” to oczywiście musical. W ogrinale nazwany po prostu „Cats”, muzyka napisana przez Andrew Lloyd Webbera do na podstawie zbioru utworów T. S. Eliota „Old Possum’s Book of Practical Cats”. Polską wersję można oglądać dzieki Danielowi Wyszogrodzkiemu (tłumaczenie libretta) oraz Wojciechowi Kępczyńskiemu (reżyseria).

Tyle co do detali technicznych. Mógłbym jeszcze wymienić obsadę, ale po co? Jak ktoś był to wie, a jak nie był i chce się dowiedzieć to może sobie znajeźć. Reszcie nie chciałoby się czytać.

Koty były wprost przepiękne. Wpatrywałem się w każdą sekundę przedstawienia. Przez większość czasu na scenie znajdowało się 30-paru aktorów/tancerzy/śpiewaków przebranych za koty. I każdy coś robił! Jedni się myli, inni się bawili…. ach…. cudowne to. Kiedyś napenwo jeszcze raz pójdę.
Do tego (całkiem przypadkiem) byłem na równo 100 przedstawieniu. Losowali nagrody. Niestety nie wygrałem :) Za to dostałęm gratis płytę z nagraniami z najlepszych przedstawień w Romie. Za to, że kupiłem program do „Kotów”.

To był dla mnie cudowny dzień. Nic dodać nic ująć. Następnego dnia wybrałem się z Killuą do kina. Żeby nawiązać do mojego poprzedniego wieczoru poszliśmy na film „Kot” (Cat in the Hat). Śmieszny i dziecinny był. A o to nam chodziło.

A co do wycieczki do Warszawy z moją klasą… Fajnie było. Byliśmy w kinie i w teatrze. W kinie cała klasa poszła na „Pojutrze”. Większość nie była zachwycona. Ja, wraz z dwoma koleżankami wyszliśmy po 3o minutach filmu by iść na Harry’ego Pottera najnowszego. Nam się bardzo podobał (chociaż Lupin i Syriusz wszystkim nam wydali się za brzydcy)
W teatrze byliśmy na „Kolacji na Głupca”. Wszyscy się bardzo uśmiali. Dobra komedia.

Teraz juz jest po koncu roku. Średnia wyższa niż oczekiwalem. Zachowanie z poprawnego zmienione na dobre. Tylko po to bym nagrodę dostał. Heh. „Złote Aforymy”. Przyda się. Biurko mi chybocze to sie akurat podłozy.

Dzisiaj, za niewiele godzin wyjeżdzam. Najpierw do Warszawy, by potem jutro rano pojechać do Słowacji. Cudowne 11 dni mnie czeka. Opowiadać będę potem.

Czuję się wspaniale. Lato jest, ciepło jest, wyjazd jest….

Jazda!

Do zobaczenia za jakieś dwa tygodnie. Pozdro dla wszystkich, którzy tu zaglądaja

Aniu, kocham cię z całego serca :*:*


  • RSS